Jak to mówi zupełnie nieznane powiedzenie ludowe które przed chwilą ukułem - wrzesień, wrzesień, wrzesień. A skoro koniec miesiąca, to czas na wybór najlepszego rysunku. Oto kandydatki w pełnej krasie:
245
246
247
248
249
250
251
252
253
254
255
256
257
258
259
260
261
262
263
264
265
266
267
268
269
270
271
272
273
A jaki był wrzesień? Rysunkowo niezły. Prywatnie chyba też. Co prawda nie wygrałem 55 milionów, ale czego się można spodziewać inwestując 3 złote? Teraz już wiem że więcej bym zyskał wrzucając je do automatu z kawą. Taka lekcja na przyszłość.
Dzisiaj kurier dostarczył mi bilety na październikowy mecz footballu amerykańskiego, który odbędzie się w świątyni piłki kopanej. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, która przez to wygląda jak solidnej wielkości dupa obrócona w poprzek :) Jak to jednak niewiele mi trzeba do szczęścia.
We wrześniu byłem też na premierze filmu "Świteź", przy którym pracowałem ładnych kilka lat temu. Jeśli gdzieś będzie grany - obejrzyjcie. Podróżuje po festiwalach zbierając zasłużone laury. Pamiętam jak przy okazji jednej z imprez w Se-Ma-Forze powiedziałem Kamilowi, że jeśli film mu się nie uda, będę jego najgłośniejszym krytykiem. Jeśli jednak film będzie dobry, klęknę przed nim i wszystko odszczekam. Cóż. Skoro się powiedziało "A"... Kamil. Jeśli jakimś cudem trafisz na tego bloga, to wiedz że odszczekuję, przyznaję się do błędu, kajam... I nawet mi nie przeszkadza że wyciąłeś sceny w których "występowały" namalowane przeze mnie roślinki. Chylę czoła.
Rzecz kolejna, to Falbana. Koń Asi, którego życie pomagaliśmy ratować. Wiedzcie że wrócił do domu i ma się dobrze.

We wrześniu wystartował też fan page bloga Magdy i Tomka "Not Born In The USA" w niewiele ponad 24 godziny zbierając ponad 100 fanów. Gratuluję, trzymam kciuki i zachęcam do odwiedzin.
A muzycznie dzisiaj (już po raz drugi na blogu) Future Islands. Jest okazja żeby o nich przypomnieć, bo 11 października wydają kolejną płytę. Tak przynajmniej informują na swojej stronie, bo "On the Water" w internecie już jest...
Uwielbiam facetów prawie równie mocno jak Davida Bowie i King Crimson. Trzech gości o aparycji muzyków z Budki Suflera którzy robią lekką muzykę, której z przyjemnością się słucha. Ich najnowsza płyta nie jest może tak odkrywcza jak "In Evening Air" i brak na niej kawałków typu "Viero's Eye", ale i tak jest nieźle. Może po prostu moje oczekiwania były zbyt duże? Jest przyjemnie sentymentalnie. Cholernie przyjemnie.
Dla przypomnienia "Viero's Eye" z poprzedniej plyty.
08 Vireo's Eye by bearddruff
I to tyle. Dziękuję za dołączanie do fanów Much na Facebooku. To mile łechce moje nadwątlone ego ;)
Pozdrawiam, Piotrek.



